google instagram
  • Strona główna
  • O mnie
  • Kontakt
  • Kategorie
    • Lifestyle
    • Podróże
    • Uroda
    • Dziecko
    • Kuchnia

Baryska


Hej! Co tam u Was? Ja dzisiaj przychodzę do Was z moim ostatnim kosmetycznym odkryciem, którym jest marka FLUFF. O tych kosmetykach słyszałam w sumie już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno zdecydowałam się na zakup kilku z nich i jestem nimi zachwycona. Pierwsze, co zwraca uwagę to ich urocze pastelowe opakowania, a tuż po otwarciu produktów możemy zachwycać się słodkimi zapachami owoców. Kolejnym plusem kosmetyków jest dobry, naturalny skład, przystępna cena i oczywiście samo działanie produktów. Ja zdecydowałam się na zakup balsamu do demakijażu, maski na noc do ciała i sorbetu do rąk.

SZARLOTKA - MASKA DO CIAŁA
Z tych trzech produktów moim ulubieńcem okazała się maska do ciała o zapachu szarlotki. Ma przyjemną, kremową konsystencję. Dobrze się rozprowadza, a rano skóra jest aksamitnie gładka. Polecam jako sposób na szybką regenerację skóry.


ARBUZOWY SORBET - KREM DO RĄK
Okazał się ratunkiem dla moich dłoni w czasie zimy. Bardzo lekka konsystencja, szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. A skóra momentalnie staje się gładka i nawilżona. 


MALINY Z MIGDAŁAMI - BALSAM DO DEMAKIJAŻU
Po otworzeniu jego konsystencja jest stała jednak po kontakcie ze skórą zamienia się w olejek, co sprawia że nawilża lepiej niż np. płyny micelarne. Zastanawiałam się nad jego wydajnością, ale niepotrzebnie. Jak na takie małe opakowanie wystarcza na dość długo. Nie podrażnia skóry i dobrze zmywa makijaż, jednak miałam mały problem z wyczyszczeniem nim wodoodpornej mascary. 


Używaliście kosmetyków tej marki? Jak sprawdziły się u Was i który jest waszym ulubieńcem? Koniecznie dajcie znać. 

lutego 01, 2023 9 Comments
Witajcie w październiku! W dzisiejszym poście przedstawię Wam mój ulubiony gadżet, który używam od grudnia. Mowa tu o depilatorze IPL Phillips Lumea, a zatem jeżeli jesteście ciekawe jego działania, efektów i zadajecie sobie pytanie czy warto zainwestować w niego pieniądze to zapraszam do czytania. 

Zacznę od tego, że jestem osobą o bardzo jasnej karnacji, a moje owłosienie jest ciemne. Więc jeżeli chodzi o estetykę no to takie połączenie nie wygląda po prostu dobrze. Jedyną metodą, którą stosowałam była depilacja maszynką, ewentualnie plastrami, jednak te niechciane włoski zawsze szybko odrastały. Postanowiłam więc zainwestować w depilator. W czasie przeglądania sklepów internetowych i szukania fajnego urządzenia do usuwania włosków natknęłam się na domowe depilatory laserowe, o których zaczęłam czytać trochę więcej. Z każdą przeczytaną pozytywną opinią chciałam od razu biec do sklepu po to urządzenie. Niestety cena takiego depilatora laserowego nie jest mała, więc póki co pozostawało mi uzbrojenie się w cierpliwość i duży zapas maszynek. Na realizację mojego małego marzenia mogłam pozwolić sobie dopiero w grudniu ubiegłego roku i z okazji świąt Bożego Narodzenia sprawiłam sobie samej najlepszy prezent w życiu. Serio!


ZABIEG W PRAKTYCE
Philips Lumea to technologia, która opiera się na działaniu intensywnego światła impulsowego (IPL), polega ona na wysyłaniu impulsów światła w głąb skóry, tak aby dotrzeć do cebulek włosów, dzięki czemu zostają one osłabione, a wzrost włosków zostaje zahamowany. Oczywiście pod warunkiem, że dbamy o to, aby nasze zabiegi były wykonywane regularnie. Tutaj pomocna może okazać się aplikacja Philips Lumea IPL, która ma za zadnie przypominać nam o terminach zaplanowanych zabiegów. Na początku przygody z urządzeniem pierwsze cztery serie zabiegów wykonujemy co dwa tygodnie, a kolejne już co miesiąc. Przed przystąpieniem do takiego zabiegu należy pamiętać o tym aby wcześniej dokładnie ogolić miejsce, na którym planujemy wykorzystać urządzenie. Następnie zakładamy jedną z czterech nasadek będących w zestawie: do depilacji twarzy, pach, okolic bikini i ogólną - do depilacji większych partii ciała np. nogi, czy ręce. Kolejnym krokiem jest wybranie mocy światła (1-5), które zależy od koloru naszej karnacji. Im jaśniejszy mamy kolor skóry tym wyższy poziom musimy wybrać. Potem zostaje nam już tylko depilacja. Czas takiego zabiegu jest różny. Generalnie mam wrażenie, że na początku zajmowało mi to znacznie więcej czasu niż teraz kiedy przywykłam już do jego stosowania.


EFEKTY
Pierwsze, aczkolwiek delikatne efekty zaczęłam u siebie zauważać po około pięciu zabiegach. Włosków mam mniej i zdecydowanie rzadziej sięgam po maszynkę. Oczywiście, aby uzyskać zadowalające efekty ważna jest systematyczność wykonywania zabiegów.

Aktualnie po tych 10 miesiącach stosowania Philips Linea jestem bardzo zadowolona z jego działania. Gładką skórą cieszę się zdecydowanie dłużej niż w przypadku stosowania zwykłych maszynek do golenia. Jasne, że nadal pojawiają się pojedyncze włoski, ale zdarza się to sporadycznie i myślę, że może być to spowodowane po prostu przeoczeniem ich w trakcie zabiegu. Jednak generalnie muszę przyznać, że jest to jeden z moich lepszych zakupów w ostatnim czasie, bardzo ułatwia życie, a ja wreszcie na dłuższy czas mogę pożegnać się z ciemnym, niechcianym owłosieniem.


Myślałyście kiedyś o zakupie takiego sprzętu do domowej depilacji laserowej? A może już jesteście jego posiadaczkami? Jeśli tak to koniecznie dajcie znać, jak sprawdza się u Was taki sposób depilacji.
października 04, 2021 11 Comments
Dzisiaj podzielę się z Wami swoją opinią na temat micelarnego żelu oczyszczającego z wodą różaną NIVEA. Od kiedy pamiętam zawsze sięgałam po płyny micelarne i raczej nie stosowałam żadnych innych form kosmetyków służących do usuwania makijażu, jednak jakiś czas temu w moje ręce wpadł oczyszczający żel micelarny i postanowiłam go wypróbować. 


Żel znajduje się w różowej przeźroczystej tubce o pojemności 150ml, zamykanej na zatrzask. Mimo, że osobiście preferuję kosmetyki z aplikatorami, które ułatwiają dozowanie produktu to uważam, że używanie żelu zamkniętego w takim opakowaniu również jest wygodne.

Według producenta żel jest odpowiedni dla wszystkich typów cery, usuwa nawet wodoodporny makijaż, dokładnie oczyszcza skórę jednocześnie ją nawilżając i nie podrażniając.

Skład kosmetyku prezentuje się następująco: Aqua, Glycerin, Coco-Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Chloride, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Trisodium EDTA, Rosa Damascena Flower Water, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Linalool, Citronellol, Geraniol, Limonene, Methyl Benzoate, Parfum. 


Co do zapachu miałam pewne obawy, bo nie przepadam za różaną wonią, jednak nie jest ona tak intensywna jak myślałam. Czuć róże, ale generalnie zapach jest do przeżycia. Natomiast jeśli chodzi o konsystencję to jest to formuła dość gęstego żelu, który po aplikacji dobrze się pieni. Po kilku tygodniach stosowania mogę powiedzieć, że świetnie radzi sobie z usuwaniem makijażu nie pozostawiając tłustego filmu. Skóra jest oczyszczona i wygładzona, chociaż na początku używania miałam wrażenie ściągniętej skóry. 

Podsumowując, kosmetyki od NIVEA to dla mnie takie klasyki, do których co jakiś czas lubię wracać. Fajny zamiennik typowych płynów micelarnych i przyznam szczerze, że bardzo podpasowała mi ta forma demakijażu. Żel jest skuteczny, wydajny, w fajnej cenie i mimo, że nie zagości u mnie na stałe to na pewno kiedyś do niego wrócę. 

A Wy znacie, używaliście? Jeśli tak dajcie znać jak sprawdził się u Was. 
maja 27, 2021 8 Comments

Jakiś czas temu linia kosmetyków BodyBoom znana przede wszystkim z peelingów kawowych poszerzyła się o kilka kosmetyków do pielęgnacji ciała i twarzy. Niektóre z nich miałam okazję już wypróbować, wśród nich znalazło się modelujące mleczko do ciała, o którym dzisiaj powiem trochę więcej. Jeżeli chodzi o kosmetyki staram się wybierać takie, których składniki są pochodzenia naturalnego. W przypadku kosmetyków z serii BodyBoom aż 98% to składniki naturalne, a ich kolejnym plusem jest to, że nie są testowane na zwierzętach. No ale zacznijmy od początku...


Kosmetyki BodyBoom znajdują się w uroczych, różowych opakowaniach, które w drogerii od razu powinny rzucić Wam się w oczy. Mleczko do ciała również wpasowane jest kolorystycznie w resztę serii. Znajduje się w sporym plastikowym opakowaniu z aplikatorem, co bardzo lubię w tego typu kosmetykach, gdyż ułatwiają one nakładanie produktu. 

Według producenta jest to modelujące mleczko do ciała stworzone na bazie składników naturalnych i wegańskiej receptury. Ma za zadanie modelować, ujędrniać i uelastyczniać skórę. Dzięki składnikom pochodzenia naturalnego regeneruje, odżywia i przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia. 


Skład kosmetyku wygląda następująco: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Propanediol, Polyglyceryl-6, Stearate, Glyceryl Stearate, Trehalose, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Fragaria Vesca (Strawberry) Juice, Glycerin, Xanthan Gum, Lactic Acid, Polyglyceryl-6 Behenate, Tocopherol, Sodium Salicylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol, Linalool.

Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny i długo utrzymuje się na skórze. Konsystencja  jest lekka, ale nie wodnista. Dobrze się rozprowadza, dzięki czemu produkt jest bardzo wydajny. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Bardzo dobrze nawilża i jest to pierwszy produkt tego typu kosmetyków, po którym uczucie nawilżenia towarzyszy mi przez resztę dnia. 

Generalnie miałam już do czynienia z kosmetykami tej marki i na żadnym z nich się jeszcze nie zawiodłam. Dobry skład, fajna cena w stosunku do wydajności i pojemności produktu. Jedyny minus to brak ujędrnienia skóry, który obiecuje producent, jednak ja od tego typu produktów oczekuję przede wszystkim nawilżenia i to mleczko do ciała pod tym względem  jak najbardziej się u mnie sprawdziło i na pewno sięgnę po nie kolejny raz. A Wy znacie? Używaliście? Jeśli tak koniecznie dajcie znać jak sprawdziło się u Was. 

września 09, 2020 25 Comments
Starsze Posty

O mnie

Jestem Basia, w 2017 roku zostałam mamą Klary, która jest dla mnie największą motywacją i inspiracją. Na co dzień pracuję w szkole specjalnej. Blog to moje miejsce w sieci, gdzie chciałabym dzielić się z Wami naszą codziennością i wszystkim tym, co mnie interesuje. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie i zostanie z nami na dłużej.

Instagram

Obserwatorzy

Kategorie

  • Podróże
  • Dziecko
  • Lifestyle
  • Kuchnia
  • Uroda

Polecane Posty

Archiwum

  • ▼  2023 (2)
    • ▼  lutego (2)
      • Co robić zimą z dzieckiem w Tatrach?
      • Najsłodsze kosmetyki na rynku | FLUFF Superfood
  • ►  2022 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  października (3)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (12)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (4)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
  • ►  2020 (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (6)
Obsługiwane przez usługę Blogger.
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates