google instagram
  • Strona główna
  • O mnie
  • Kontakt
  • Kategorie
    • Lifestyle
    • Podróże
    • Uroda
    • Dziecko
    • Kuchnia

Baryska

Podróże i wycieczki z dzieckiem znacznie różnią się od tych, kiedy podróżujemy samemu czy we dwoje. Wyjazdy wkraczają na wyższy level, nawet jeśli chodzi o te mniejsze, jednodniowe wypady za miasto. Podczas wyjazdów z dzieckiem pakujemy się inaczej, musimy dostosować tempo zwiedzania do naszych pociech i przede wszystkim staramy się wybierać takie miejsca, w których atrakcje zaciekawią nie tylko nas, ale też maluchy. Osada Karbówko to właśnie jedno z takich miejsc, które przypadnie do gustu zarówno dorosłym jak i dzieciom. Świetnie nadaje się na romantyczny wypad we dwoje, weekend spędzony w gronie przyjaciół i wyjazd z dziećmi.


DOJAZD
Osada znajduje się we wsi Elgiszewo między Toruniem a Golubiem Dobrzyniem. Droga jest dość dobrze oznakowana, więc z dojazdem nie powinno być problemu.

NOCLEG I WYŻYWIENIE
Do Osady warto przyjechać nawet na jeden dzień, ale co jeśli planujesz dłuższy urlop? Czy jest to możliwe? Oczywiście! Jeśli planujesz przyjechać na dłużej możesz skorzystać tutaj z noclegu i to nie byle jakiego! Osada oferuje noclegi w przestronnych pięknie urządzonych, nowoczesnych pokojach hotelowych, w większych chatach pokrytych strzechą, w leśniczówce, silosie a nawet w wiatraku! Wszystkie niezbędne informacje odnośnie wolnych terminów i cen możecie znaleźć na stronie osady. Dla gości hotelowych cena noclegu uwzględnia śniadania i miejsca do grillowania. Natomiast gościom jedynie  odwiedzającym osadę proponuję skosztowanie kuchni staropolskiej, dań z dziczyzny i przepysznych deserów serwowanych w  Karczmie Myśliwskiej, znajdującej się na terenie obiektu.

ATRAKCJE
Oferta atrakcji oferowanych przez Osadę to temat rzeka. To miejsce idealne zarówno dla dzieci jak i dorosłych, dla osób ceniących sobie ciszę i spokój, ale też dla tych którzy preferują aktywną formę wypoczynku.

   ✓ Mini zoo
Chyba główna i najlepsza atrakcja dla dzieci to mini zoo, ale trochę w formie maxi. Znajdziemy tu między innymi konie, króliki, daniele, alpaki, bydło szkockie i jeszcze kilka innych zwierząt. Są one rozmieszczone na bardzo dużej powierzchni i aby zobaczyć wszystko gwarantuję Wam co najmniej godzinny spacer w pięknych okolicznościach przyrody. Zoo jest bezpłatne dla wszystkich odwiedzających. 

   
✓ Jazda konna i przejażdżka bryczką 
Dodatkowo jest możliwość wykupienia oprowadzki, lekcji jazdy konno, a dla tych bardziej zaawansowanych jazda konno w terenie. Można wykupić także przejażdżkę bryczką. jazdy odbywają się na zewnątrz i są zależne od pogody.


   ✓ Ścieżka zdrowia i siłownia na powietrzu
Osoby lubiące aktywne formy spędzania czasu mogą skorzystać ze znajdującej się na terenie osady ścieżki zdrowia i siłowni. 


   ✓ Spacery i wycieczki rowerowe
Osada otoczona jest lasami, które są świetnym miejscem na wycieczki zarówno piesze jak i rowerowe. W recepcji hotelu możliwe jest wypożyczenie roweru, są też dostępne mapy z wyznaczonymi szlakami rowerowymi. Warto też przejść się kawałek pieszo, albo lasem albo wzdłuż Drwęcy.

   ✓ Strefa wellness & spa
Będąc w osadzie za dodatkową opłatą można skorzystać także z basenu wewnętrznego, saun, masaży czy groty solnej. Idealne miejsce dla osób szukających wyciszenia i chwili relaksu. 

   ✓ Place zabaw, trampolina
Na całym terenie osady jest ich kilka. Są huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownica, trampolina. Także, gdzie nie pójdziesz tam trzeba koniecznie zrobić kilkuminutowy postój na plac zabaw :)


Lubicie takie jednodniowe wypady? Czy jednak wolicie wyjechać gdzieś na dłużej?
czerwca 28, 2021 17 Comments
Dzisiaj post, który będzie dotyczył mojej diety. Od dwóch lat jestem wegetarianką i chciałabym opisać swoją drogę, powody przejścia na taką dietę, błędy które popełniłam jako nowicjuszka i ich skutki. Na wstępie zaznaczę, że sposób odżywiania to indywidualna decyzja każdego człowieka i tym postem nie chcę kogokolwiek przekonywać do zmiany dotychczasowego sposobu odżywiania, a po prostu opisać swoje doświadczenia. 


Wegetarianizm to wykluczenie ze swojej diety mięsa, ryb i owoców morza, ale nadal są w niej dopuszczane inne produkty pochodzenia zwierzęcego np. mleko, jaja, sery.

OGRANICZENIE MIĘSA
Pochodzę z rodziny, w której każdy je mięso i jest to jedzenie, które praktycznie codziennie gości w moim domu na stole. Ja jestem wyjątkiem. Nigdy za nim nie przepadałam, surowe mnie obrzydzało, a o samodzielnym przygotowaniu go nie było nawet mowy. Jakoś w gimnazjum bardzo ograniczyłam jego spożywanie. Nie było to spowodowane żadnymi względami etycznymi, czy zdrowotnymi. Była to jedynie kwestia smaku. Jedyny rodzaj mięsa, który był dla mnie wówczas akceptowalny to pierś z kurczaka, ewentualnie jakieś zupy gotowane na wywarze mięsnym. Nie jadłam ich z wielkim apetytem. Po prostu nie chciało mi się robić nic innego i zbytnio nie wiedziałam czym mogłabym zastąpić obiad przygotowany przez mamę. Takie ograniczenie produktów mięsnych trwało do 2019r. W tamtym czasie smak piersi z kurczaka zaczął mi przeszkadzać bardziej niż zwykle. Do tego stopnia, że mimowolnie zrezygnowałam z mięsa całkowicie.

BŁĘDY NOWICJUSZKI
Na początku ten mój wegetarianizm bardzo odbił się na moim zdrowiu. Zamiast lepszego samopoczucia często chodziłam zmęczona, miewałam bóle i zawroty głowy. Popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy początkujących wegetarian.

  • Nie zastąpiłam mięsa innymi wartościowymi produktami roślinnymi. Po prostu z niego zrezygnowałam i jadłam przysłowiowe ziemniaki z surówką.
  • Moja dieta nie była różnorodna. Ciągle jadłam to samo, w dodatku w naprawdę śladowych ilościach. Różnorodność diety w przypadku wegetarian jest bardzo istotna, ponieważ zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia niedoboru witamin i składników mineralnych. 
  • Nie zagłębiałam się w temat wegetarianizmu. Nie wiedziałam, że mięso można czymś zastąpić, nie czytałam, nie szukałam alternatywnych produktów i przepisów.  Zrezygnowałam z mięsa i to wszystko. Nie zdawałam sobie sprawy, że nieświadomość w temacie diety roślinnej może nieść że sobą jakiekolwiek konsekwencje. Dopiero w styczniu zeszłego roku zaczęłam podchodzić do tematu mojej diety bardziej świadomie.
MOJA DIETA OBECNIE 
Nadal nie jem mięsa, w tej kwestii nic się nie zmieniło i jestem dość rygorystyczna w podejściu do tej diety, nie jem naprawdę nic, co zawierało by mięso. Jednak stałam się bardziej świadoma, zaczęłam dużo czytać w temacie wegetarianizmu, interesować się nim. W mojej diecie pojawiły się produkty roślinne zawierające białko takie jak: strączki, orzechy czy hummus. Spożywam dużo warzyw i owoców. Często do potraw dodaję tofu, które bardzo polubiłam w ostatnim czasie. O ile rezygnacja z mięsa nie była dla mnie dużym wyrzeczeniem, ponieważ i tak za nim nie przepadałam tak nie wyobrażam sobie życia bez innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Uwielbiam sery, twaróg, mleko. Ograniczyłam jedynie spożywanie jaj i masła. Te rzeczy jem wyłącznie jako składnik np. w cieście na naleśniki. W związku z tym na razie nie zamierzam przechodzić na dietę wegańską. Nie czuję się na to gotowa, ale kto wie? Może kiedyś... 

Jestem ciekawa jak wygląda Wasz sposób odżywiania i jakie macie zdanie w temacie diet roślinnych, dajcie znać w komentarzach.
czerwca 08, 2021 34 Comments
Mimo, że pogoda w tym roku nie za bardzo nas rozpieszcza to mimowolnie te długie i cieplejsze dni w dużej mierze spędzamy na dworze. Zadowolone z tego są przede wszystkim dzieci...wiadomo, na świeżym powietrzu ograniczenia do niektórych zabaw są mniejsze niż w domu :) Dlatego dzisiaj z okazji dnia dziecka przygotowałam kilka pomysłów na to jak można spędzić z nimi czas na dworze. Są to zabawy dla dzieci w każdym wieku, jednak pamiętajmy, że trzeba je dostosować do ich aktualnych możliwości. 

BEREK
Całe swoje dzieciństwo spędziłam na zabawie w berka i czasami zastanawiam się nad fenomenem tej gry. Niby różne rodzaje, ale chodzi w sumie i tak tylko o bieganie, a dzieci niezmiennie od lat ją uwielbiają.

CHOWANEGO
Co tu dużo mówić... Chyba każdy zna :)

BAŃKI MYDLANE
Chyba nie ma dziecka, które by ich nie lubiło. Puszczanie baniek po za zabawą jest również świetną formą nauki: pomaga w prawidłowym rozwoju aparatu mowy, kształtuje rozwój motoryczny, cierpliwość, spostrzegawczość, a przy tym jest naprawdę bardzo relaksującym zajęciem. Jeśli dziecko jest małe i nie potrafi jeszcze puszczać ich samodzielnie pomóż mu, a ono niech łapie, przebija, próbuje dosięgać...


SKAKANIE W KAŁUŻACH
Bawić się można w każdą pogodę i deszcz nie powinien być dla rodzica wymówką. "Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani ludzie". A zatem wystarczą kalosze, wodoodporna kurtka, a skakanie po kałużach stanie się już jedynie przyjemnością.

PRZYRODA POD LUPĄ
Natura jest niezwykle ciekawa, ale w powiększeniu wydaje się być jeszcze ciekawsza i dużo fajniejsza. Zwłaszcza dla dziecka, które dopiero poznaje cały świat. 

RYSOWANIE KREDĄ
Przyznam szczerze, że sama uwielbiam nią rysować. Dla dzieci również frajda, w końcu ich wyobraźni nie ogranicza kartka papieru :)


WŁASNY OGRÓDEK
Spędzanie czasu na dworze to nie tylko zabawy, to także okazja do spróbowania czegoś nowego. Zasadźcie razem kilka roślinek, warzyw lub ziół na balkonie, czy w ogródku i dbajcie o nie, podlewajcie i obserwujcie. 

SZUKANIE SKARBU
Ukryjcie jakiś przedmiot i szukajcie go wspólnie z dzieckiem. Możecie zrobić mapę, lub dawać dziecku wskazówki np. ciepło/zimno.

ZABAWY W PIASKU
Piasek ma niezliczone możliwości i może być tak naprawdę wszystkim przy odrobinie wyobraźni, dlatego dzieci go uwielbiają. Można w nim kopać, przesiewać, przerzucać, lepić zamki, stawiać babki, foremki... Tymi wszystkimi czynnościami dziecko usprawnia swoją motorykę, a dotykając piasek zdobywa nowe doświadczenia sensoryczne.


PIKNIK I GRA W SMAKI
Przygotujcie razem przekąski, weźcie owoce, koc i urządźcie piknik. Może to być również okazja do próbowania przez dziecko nowych smaków. Zawiążcie mu oczy i dajcie do posmakowania np. owoce a zadaniem dziecka będzie zgadnięcie co to za jedzenie.

ZABAWY Z PIŁKĄ
Tutaj możemy kombinować na różne sposoby w zależności od preferencji dziecka. Można odbijać, łapać, kopać, rzucać do celu. Dodawać urozmaicenia i np. pograć w kolory. Możliwości jest bardzo dużo.

PUSZCZANIE LATAWCA
Wykorzystajcie wiatr i spróbujcie puścić latawiec. Pamiętam ze swojego dzieciństwa, że zawsze sprawiało mi to ogrom radości.

A Wy jakie zabawy pamiętacie ze swojego dzieciństwa? W co najbardziej lubiliście się bawić?
czerwca 01, 2021 24 Comments
Dzisiaj podzielę się z Wami swoją opinią na temat micelarnego żelu oczyszczającego z wodą różaną NIVEA. Od kiedy pamiętam zawsze sięgałam po płyny micelarne i raczej nie stosowałam żadnych innych form kosmetyków służących do usuwania makijażu, jednak jakiś czas temu w moje ręce wpadł oczyszczający żel micelarny i postanowiłam go wypróbować. 


Żel znajduje się w różowej przeźroczystej tubce o pojemności 150ml, zamykanej na zatrzask. Mimo, że osobiście preferuję kosmetyki z aplikatorami, które ułatwiają dozowanie produktu to uważam, że używanie żelu zamkniętego w takim opakowaniu również jest wygodne.

Według producenta żel jest odpowiedni dla wszystkich typów cery, usuwa nawet wodoodporny makijaż, dokładnie oczyszcza skórę jednocześnie ją nawilżając i nie podrażniając.

Skład kosmetyku prezentuje się następująco: Aqua, Glycerin, Coco-Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Glucoside, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Chloride, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Trisodium EDTA, Rosa Damascena Flower Water, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Linalool, Citronellol, Geraniol, Limonene, Methyl Benzoate, Parfum. 


Co do zapachu miałam pewne obawy, bo nie przepadam za różaną wonią, jednak nie jest ona tak intensywna jak myślałam. Czuć róże, ale generalnie zapach jest do przeżycia. Natomiast jeśli chodzi o konsystencję to jest to formuła dość gęstego żelu, który po aplikacji dobrze się pieni. Po kilku tygodniach stosowania mogę powiedzieć, że świetnie radzi sobie z usuwaniem makijażu nie pozostawiając tłustego filmu. Skóra jest oczyszczona i wygładzona, chociaż na początku używania miałam wrażenie ściągniętej skóry. 

Podsumowując, kosmetyki od NIVEA to dla mnie takie klasyki, do których co jakiś czas lubię wracać. Fajny zamiennik typowych płynów micelarnych i przyznam szczerze, że bardzo podpasowała mi ta forma demakijażu. Żel jest skuteczny, wydajny, w fajnej cenie i mimo, że nie zagości u mnie na stałe to na pewno kiedyś do niego wrócę. 

A Wy znacie, używaliście? Jeśli tak dajcie znać jak sprawdził się u Was. 
maja 27, 2021 8 Comments

Odkąd pamiętam nigdy nie byłam wielką fanką filmów, a już na pewno nie lubiłam seriali. Zdecydowanie bardziej wolałam czytać. Jednak ostatnio coraz częściej zdarza mi się spędzić kilka dobrych godzin właśnie na oglądaniu seriali i muszę Wam przyznać, że niektóre są tak wciągające, że naprawdę ciężko się od nich oderwać. Dzisiaj podzielę się z Wami moimi pięcioma ulubionymi serialami na Netflixie.  Jeśli jesteście ciekawi, które seriale przypadły mi do gustu to zaczynamy!

DOM Z PAPIERU
To mój absolutny hit! Jednym tchem pochłonęłam dwa sezony i z niecierpliwością czekałam na kolejny. W tym roku ma ukazać się już piąty sezon i również nie mogę się doczekać, aczkolwiek to właśnie te pierwsze dwa sezony wywarły na mnie największe wrażenie i myślę, że nie znajdę prędko drugiego takiego serialu, który trzymałby mnie w takim napięciu aż do samego końca. Jest to hiszpański serial, w którym mężczyzna o pseudonimie "Profesor" łączy losy ośmiu obcych sobie osób, którzy napadają na królewską mennicę. Jeśli jeszcze go nie widzieliście to naprawdę polecam!


KALIFAT
To z kolei bardzo dobra, szwedzka produkcja, po której obejrzeniu dosłownie zaniemówiłam. Serial porusza trudny, ale jednocześnie ważny temat Państwa Islamskiego i jego wpływu na Europę. W serialu planowany jest atak ISIS na Szwecję. Składa się z kilku głównych wątków, każdy z nich dotyczy innej kobiety: młodej matki mieszkającej w Syrii, studentki ze Szwecji i policjantki. Z czasem okazuje się, że ich losy łączą się w jedną spójną całość. 


GAMBIT KRÓLOWEJ
Serial składający się z jedynie siedmiu odcinków, przedstawia historię rudowłosej Elisabeth Harmon, która będąc wychowanką sierocińca w Kentucky za sprawą woźnego poznaje grę w szachy. Na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona do tej propozycji Netflixa, ale już od pierwszego odcinka bardzo pochłonęła mnie fabuła. Niedawno przeczytałam też książkę i również polecam! 


CO KRYJĄ JEJ OCZY
Kolejny sześcioodcinkowy miniserial. Bardzo zaskakujący i nieprzewidywalny, mimo że pierwsze dwa odcinki w moim odczuciu były dość nudne to miał w sobie coś wciągającego. Poznajemy w nim samotną matkę, która za sprawą banalnego zbiegu okoliczności nawiązuje romans ze swoim szefem i zaprzyjaźnia się z jego tajemniczą żoną.


LUPIN
Całkiem przyjemny serial składający się z 5 odcinków (sezon drugi już 11 czerwca). Francuska produkcja, której bohaterem jest złodziej Assane Diop. Szybko poznajemy jego przeszłość, na której została zbudowana cała fabuła serialu. Przez wszystkie odcinki mocno trzyma w napięciu, poruszając jednocześnie ciekawą historię głównego bohatera. 


Oglądaliście któryś z nich? Dajcie znać jak Wam się podobały i koniecznie polećcie mi swoje ulubione seriale! :)
maja 21, 2021 13 Comments
Długo mnie tu nie było, ale przez ostatnie wydarzenia jakoś nie miałam chęci ani czasu aby cokolwiek napisać. Trochę jednak brakowało mi blogowania dlatego wracam z banalnym przepisem na żółte smoothie, które jest fajną i zdrową alternatywą dla tradycyjnych śniadań

SKŁADNIKI:
   ✓ Dojrzały banan
   ✓ Kilka kawałków mrożonego mango
   ✓ Łyżka jogurtu naturalnego
   ✓ Garść płatków owsianych

WYKONANIE:
Banan kroimy w plasterki i wrzucamy do blendera, dodajemy kilka kawałków mrożonego  mango (można użyć świeżego, ale smoothie będzie miało wtedy rzadszą konsystencję) i jogurt Wszystko blendujemy i przelewamy do miski, na wierzchu kładziemy plasterki banana i posypujemy płatkami owsianymi. Smacznego!


Lubicie smoothie, czy raczej za nimi nie przepadacie? Koniecznie dajcie znać w komentarzu :)
listopada 20, 2020 4 Comments
Witajcie. Dopiero, co zaczął się wrzesień a dzisiaj już mamy 22. Pierwszy dzień jesieni. Póki, co trzeba przyznać, że pogoda dopisuje. Mamy prawdziwą złotą, polską jesień i oby jak najdłużej. Powiem Wam szczerze, że bardzo długo nie lubiłam tej pory roku i był to dla mnie najgorszy okres w ciągu całego roku. Szybko robi się ciemno, w dodatku jesień zawsze kojarzyła mi się z taką pogodą, która tylko pogarsza nasze nastroje... Zimno, wiatry i deszcze... Nic tylko schować się pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty i czekać do wiosny. Jednak od jakiegoś czasu zaczęłam dostrzegać małe rzeczy, dzięki którym naprawdę bardzo polubiłam jesień, oto i one:

Golfy
Kocham golfy, a kiedy najlepiej je nosić jak nie teraz? Wystarczą pierwsze chłodniejsze dni i już nie mam tego codziennego problemu 'w co się ubrać...'. Przy okazji wiem, że będzie mi ciepło.

Koce
Chyba nie ma nic lepszego niż spędzanie tych chłodnych wieczorów pod ciepłym kocem... Do tego herbata, ulubiona książka czy serial i mamy wieczór idealny.

Herbata
Generalnie na co dzień nie przepadam ani za kawą, ani za herbatą... Zazwyczaj po prostu piję wodę, ewentualnie jakiś napój. Ale jesień to taki czas, że nie wyobrażam sobie wieczoru bez gorącej herbaty... Obowiązkowo w największym kubku. 


Kolory
Jesień to taka pora roku, która rządzi się swoimi barwami. Liście zmieniają kolory i mam wrażenie, że nasze garderoby również. Częściej wkładamy odcienie żółci, czerwieni, beżu czy brązu.

Liście 
Jesienią uwielbiam je w każdej formie. Te w jesiennym bukiecie, szurające pod stopami na spacerze w parku i te kolorowe na drzewach. Dzięki nim jesień staje się magiczna!

Wrzosy
Uwielbiam je i jesienią kupuje na pęczki. Stoją dosłownie wszędzie, na każdym oknie, stoliku, na ganku. To dla mnie taki nierozerwalny symbol jesieni.


Grzyby
To taka nasza rodzinna tradycja, że co roku w czasie jesieni jeździmy do lasu na grzyby. Co prawda jeść grzybów nie lubię w żadnej postaci, ale chodzenie po lesie i szukanie ich po prostu uwielbiam! To naprawdę relaksujące.

Dynie
Z niecierpliwością czekam, aż na straganach pojawią się pierwsze dynie aby ugotować z nich krem, który uwielbiam. W zeszłym roku byliśmy też w Powsinie na farmie dyniowej, fajne miejsce zwłaszcza dla dzieci w iście jesiennym klimacie, jeśli jeszcze nigdy nie byliście to polecam. Gwarantuję Wam fajnie spędzony czas i piękne zdjęcia. 

 

Spokój
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że jesienią czas płynie wolniej. Wokół panuje spokój, nie ma takiego pędu, znajdujemy czas na rzeczy, na które zazwyczaj nam go brakuje... 


A Wy lubicie jesień, czy raczej za nią nie przepadacie? A może lubicie ją za coś innego?


września 22, 2020 12 Comments

Jakiś czas temu linia kosmetyków BodyBoom znana przede wszystkim z peelingów kawowych poszerzyła się o kilka kosmetyków do pielęgnacji ciała i twarzy. Niektóre z nich miałam okazję już wypróbować, wśród nich znalazło się modelujące mleczko do ciała, o którym dzisiaj powiem trochę więcej. Jeżeli chodzi o kosmetyki staram się wybierać takie, których składniki są pochodzenia naturalnego. W przypadku kosmetyków z serii BodyBoom aż 98% to składniki naturalne, a ich kolejnym plusem jest to, że nie są testowane na zwierzętach. No ale zacznijmy od początku...


Kosmetyki BodyBoom znajdują się w uroczych, różowych opakowaniach, które w drogerii od razu powinny rzucić Wam się w oczy. Mleczko do ciała również wpasowane jest kolorystycznie w resztę serii. Znajduje się w sporym plastikowym opakowaniu z aplikatorem, co bardzo lubię w tego typu kosmetykach, gdyż ułatwiają one nakładanie produktu. 

Według producenta jest to modelujące mleczko do ciała stworzone na bazie składników naturalnych i wegańskiej receptury. Ma za zadanie modelować, ujędrniać i uelastyczniać skórę. Dzięki składnikom pochodzenia naturalnego regeneruje, odżywia i przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia. 


Skład kosmetyku wygląda następująco: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Propanediol, Polyglyceryl-6, Stearate, Glyceryl Stearate, Trehalose, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Fragaria Vesca (Strawberry) Juice, Glycerin, Xanthan Gum, Lactic Acid, Polyglyceryl-6 Behenate, Tocopherol, Sodium Salicylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol, Linalool.

Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny i długo utrzymuje się na skórze. Konsystencja  jest lekka, ale nie wodnista. Dobrze się rozprowadza, dzięki czemu produkt jest bardzo wydajny. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Bardzo dobrze nawilża i jest to pierwszy produkt tego typu kosmetyków, po którym uczucie nawilżenia towarzyszy mi przez resztę dnia. 

Generalnie miałam już do czynienia z kosmetykami tej marki i na żadnym z nich się jeszcze nie zawiodłam. Dobry skład, fajna cena w stosunku do wydajności i pojemności produktu. Jedyny minus to brak ujędrnienia skóry, który obiecuje producent, jednak ja od tego typu produktów oczekuję przede wszystkim nawilżenia i to mleczko do ciała pod tym względem  jak najbardziej się u mnie sprawdziło i na pewno sięgnę po nie kolejny raz. A Wy znacie? Używaliście? Jeśli tak koniecznie dajcie znać jak sprawdziło się u Was. 

września 09, 2020 25 Comments

Równo dwa tygodnie temu wróciłam z Zakopanego i dzisiaj to właśnie tam chciałabym Was ze sobą "zabrać". Tego miasta chyba nie muszę nikomu przedstawiać... ja osobiście kocham góry, Zakopane, niesamowity klimat, który tam panuje i uwielbiam tam wracać o każdej porze roku. Będąc w górach zawsze stawiam na tą bardziej aktywną formę wypoczynku. Tak było też tym razem i dzisiaj pokażę Wam miejsca, w których byliśmy. 

KRUPÓWKI
Naszą wizytę tradycyjnie zaczęliśmy od spaceru po głównym deptaku Zakopanego. Przez ostatnie kilka/kilkanaście lat Krupówki stały się nieco komercyjne, ale uważam, że dalej mają w sobie jakiś urok... Restauracje, stoiska z oscypkami i żurawiną, "góralskie pamiątki" czy bryczki... Wszystko to tworzy taki klimat, którego nie zobaczymy nigdzie indziej i nie wyobrażam sobie zacząć zwiedzania Zakopanego od innego miejsca.

  

GUBAŁÓWKA
Tempem spacerowym doszliśmy do przejścia podziemnego i właśnie tam kupiliśmy bilety na kolejkę na Gubałówkę. Można je również kupić w biletomatach na Krupówkach, przy dolnej stacji kolejki na Gubałówkę lub na stronie polskich kolei linowych. Bilety kupione, zatem poszliśmy ustawić się w kolejkę... Mimo, że była dość długa to sprawnie się poruszała i w krótkim upływie czasu znaleźliśmy się na szczycie. Propozycji spędzenia czasu na Gubałówce jest sporo, każdy znajdzie coś dla siebie poczynając od jedzenia i picia, przejazdów powozem, kończąc na parkach linowych. My po prostu szliśmy w stronę kolejki krzesełkowej co jakiś czas zatrzymując się aby podziwiać widoki.


RUSINOWA POLANA
Następnego dnia z Wierch Porońca wybraliśmy się zielonym szlakiem na Rusinową Polanę. Droga z parkingu zajęła nam mniej więcej godzinę, umilały ją piękne widoki, które są dopiero przedsmakiem tych na panoramę Tatr Wysokich, które możemy podziwiać z Rusinowej Polany. 

  

GĘSIA SZYJA
Z Rusinowej Polany zdecydowaliśmy się zrobić nasze pierwsze podejście na Gęsią Szyję. Na szczyt prowadzą bardzo niewygodne stopnie i cały czas idzie się pod górę, w rezultacie czego podejście było bardzo męczące i średnio co pięć schodów miałam ochotę się poddać i zejść na dół. Ostatecznie jednak dałam radę. 


MORSKIE OKO
Ostatniego dnia wybraliśmy się na Morskie Oko. To było moje drugie podejście, ostatni raz byłam tam jako dziecko i pamiętam tylko, że była to długa i męcząca droga. Tym razem droga minęła w porządku, a widok jeziora otoczonego górami to na prawdę coś niesamowitego.

 

Kocham góry i wysiłek towarzyszący wszystkim górskim wędrówkom. A widoki na końcu każdego szlaku, nawet tych stosunkowo prostych wynagradzają chyba każde zmęczenie. A Wy lubicie góry? Byliście kiedyś? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :) 
września 06, 2020 12 Comments
Dzisiaj przychodzę do Was z... przepisem na bardzo szybkie i proste w wykonaniu placki bananowe. Zaczęłam je robić około dwa lata temu, kiedy do diety Klary zaczęłam wprowadzać stałe posiłki i zostały u nas do teraz. Robi się je góra 15 minut, więc zdążycie je zrobić nawet na śniadanie podczas porannej gonitwy. Zapewniam Was, że znikają w oka mgnieniu i zjedzą je nawet najgorsze niejadki :)

SKŁADNIKI:
    ✓ Dojrzały banan
    ✓ Łyżka stołowa mąki
    ✓ Łyżka stołowa masła
    ✓ Jajko
Z jednej porcji wychodzi około 6 placków, zatem jeżeli chcecie zrobić ich więcej zachowajcie proporcje 1:1, czyli na jednego banana przypada jedna łyżka stołowa i jedno jajko, odpowiednio do dwóch bananów użyjemy dwóch łyżek i dwóch jajek. 

WYKONANIE:
Banana kroimy w plasterki i wrzucamy do blendera, następnie dodajemy do niego mąkę, masło i jajko. Wszystkie składniki blendujemy i wylewamy ciasto na mocno rozgrzaną patelnię w formie placków. Ważne, aby placuszki były nieduże (ja wlewam ciasto łyżką stołową), wtedy się nie rozpadną i łatwo je przewrócimy. Z jednej strony smażymy je około 2 minut i odwracamy na drugą stronę. Warto je kontrolować i nie odchodzić od patelni bo łatwo o przypalenie. Ja zazwyczaj jem z miodem i owocami, a Klara uwielbia z cukrem pudrem, ale podawać możecie je dowolnie w zależności od tego co lubicie. Smacznego!

września 03, 2020 6 Comments
Jakiś czas temu razem z moją siostrą wpadłyśmy na spontaniczny pomysł wyjazdu do trójmiasta, jak wiadomo jest to jeden z atrakcyjniejszych punktów na mapie naszego kraju. Za główny cel naszego jednodniowego wypadu postawiłyśmy sobie Gdynię. Gdańsk i Sopot mamy w małym palcu, to właśnie tam spędzałyśmy w dzieciństwie nasze wakacje, więc tym razem chciałyśmy zobaczyć coś innego niż zwykle. W Gdyni, owszem byłam już kilka razy, ale molo, klif i plażę w Orłowie miałam okazję zobaczyć dopiero pierwszy raz w życiu. 


Nasz spacer zaczęłyśmy od wejścia na molo. Wstęp jest darmowy w przeciwieństwie do większego odpowiednika w Sopocie. To co mnie ucieszyło to fakt, że nie było tłumów ludzi. Dzięki temu w spokoju mogłyśmy delektować się pięknymi widokami i niesamowitym urokiem tego miejsca. Lubię morze, nie tyle co leżenie plackiem na kocu za parawanem bo to akurat mnie nudzi... Ale tutaj po prostu przepadłam! Niepowtarzalny klimat, szum i zapach morza, słońce i przyjemny wiatr a to dopiero początek...


Już z molo widać słynny klif orłowski i to właśnie tam następnie postanowiłyśmy się przejść. Na górę prowadzi przyjemna ścieżka wśród drzew, ale radzę patrzeć pod nogi, gdyż jest dużo wystających z ziemi korzeni i oczywiście strome zbocza, jednak po wejściu na górę widoki na morze i Zatokę Gdańską są naprawdę niepowtarzalne! Droga na klifie wśród drzew doprowadziła nas aż do zejścia na plażę,  więc brzegiem morza szłyśmy znowu w stronę molo, aby zakończyć nasz wyjazd. Tym razem mogłyśmy podziwiać klif z innej perspektywy i również ze strony morza wywarł na nas ogromne wrażenie.

          

 A Wy byliście już na molo i klifie w Orłowie? Jeśli nie, to warto zarezerwować sobie jeden dzień podczas pobytu w trójmieście i wybrać się do Gdyni. Sam spacer wśród drzew jest naprawdę przyjemny, a do tego piękne widoki!

  

września 03, 2020 No Comments
Nowsze Posty
Starsze Posty

O mnie

Jestem Basia, w 2017 roku zostałam mamą Klary, która jest dla mnie największą motywacją i inspiracją. Na co dzień pracuję w szkole specjalnej. Blog to moje miejsce w sieci, gdzie chciałabym dzielić się z Wami naszą codziennością i wszystkim tym, co mnie interesuje. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie i zostanie z nami na dłużej.

Instagram

Obserwatorzy

Kategorie

  • Podróże
  • Dziecko
  • Lifestyle
  • Kuchnia
  • Uroda

Polecane Posty

Archiwum

  • ▼  2023 (2)
    • ▼  lutego (2)
      • Co robić zimą z dzieckiem w Tatrach?
      • Najsłodsze kosmetyki na rynku | FLUFF Superfood
  • ►  2022 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  października (3)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (12)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (4)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (2)
  • ►  2020 (7)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (6)
Obsługiwane przez usługę Blogger.
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates